... [read more]

- A jak sprzedał?... .

Niewiele razy zdarzyło mi się widzieć dwoje ludzi, którzy staliby się tak zachwycająco podobni dzieciom w swojej wierze i których ufność byłaby tak pełna. Stali się entuzjastami Biblii i... [read more]

- Jest pan w szachu, ale chyba jeszcze nie dostał pan mata. Niech pan wraca do Ameryki. W czasie lotu proszę to przeczytać. Pozwolę sobie polecić pana uwadze rozdział poświęcony Tigranowi Petrosjanowi. To Ormianin, już dawno nie żyje, ale był chyba największym taktykiem gry w szachy, jaki się urodził. Życzę panu szczęścia. Generał Kirpiczenko wezwał swego agenta do spraw operacyjnych, Andrieja, i wydał serię rozkazów po rosyjsku. Andriej zabrał Quinna do innego pokoju i wydał mu walizkę pełną nowych ubrań produkcji kanadyjskiej, bagaż podręczny oraz bilety lotnicze. Pojechali razem do Birmingham i Quinn zdążył na pierwszy lot z centralnej Anglii do Dublina. Andriej poczekał na odlot, następnie odjechał z powrotem do Londynu. Quinn przeleciał z Dublina na lotnisko Shannon, odczekał parę godzin i liniami Air Canada przybył do Toronto. Zgodnie z obietnicą czytał książkę siedząc w poczekalni na lotnisku Shannon i podczas lotu przez Atlantyk. Rozdział o Petrosjanie przeczytał sześć razy. Zanim wylądował w Toronto, rozumiał już, dlaczego wielu pognębionych przeciwników nadało przebiegłemu ormiańskiemu arcymistrzowi przydomek Wielkiego Oszusta. W Toronto jego paszport nie wzbudził większego zainteresowania niż w Birmingham, Dublinie czy na Shannon. Poczekał na swój bagaż przy karuzeli w komorze celnej i przeszedł jedynie pobieżną kontrolę. Nie miał żadnego powodu, by zwrócić uwagę na niepozornego mężczyznę, który obserwował jego odprawę celną, później poszedł z nim na dworzec główny i wsiadł do tego samego pociągu jadącego w kierunku północno-wschodnim, do Montrealu. Na giełdzie samochodów wstolicyQuebecuQuinn kupił używanego dżipa Renegade z ciężkimi, zimowymi oponami, obok zaś, w sklepie sportowym, zaopatrzył się w wysokie buty, spodnie i pikowane kurtki, niezbędne w tym klimacie podczas panującej właśnie pory roku. Po zatankowaniu dżipa pojechał na południowy wschód, do Bedford przez St Jean, a potem wprost na południe, w stronę amerykańskiej granicy. Na przejściu granicznym, nie opodal brzegu jeziora Champlain, tam gdzie autostrada stanowa nr 89 prowadzi z Kanady do stanu Vermont, Quinn wjechał z powrotem na terytorium Stanów Zjednoczonych. Na północnych obrzeżach stanu Vermont leży kraina nazywana przez stałych mieszkańców Królestwem Północnego Wschodu. Należy do niej większa część okręgu Essex oraz skrawki Orleans i Kaledonii: jest to górzysty kraj jezior i rzek, wzniesień i wąwozów, z rzadka poprzecinany pasmami wyboistych dróg łączących odosobnione osady. Zimą Królestwo Północnego Wschodu ścina tak straszny mróz, jakby cały ten obszar dosłownie mroziło na kość. Jeziora skuwa lód, drzewa sterczą sztywne od mrozu, ziemia chrzęści pod stopami. W zimie nie ma śladu życia, chyba że w stanie hibernacji, czasem tylko wśród trzaskających pni przemknie samotny łoś. Dowcipnisie z południa twierdzą, że w Królestwie występują jedynie dwie pory roku: sierpień i zima. Jednak starzy bywalcy mówią, że to bzdura: rok dzieli się tam na piętnasty sierpnia i zimę. Quinn poprowadził dżipa drogą na południe, przez Swanton i St Albans do miasta Burlington, następnie zostawiłw tyle jezioro Champlain i trasą 89 zdążał do stolicy stanu, Montpelier. Tu zjechał z głównej autostrady na drogę oznaczoną cyfrą 2, przejechał wschodnie Montpelier wzdłuż doliny Winooski, minął Plainfieid i Marshfieid, aż dotarł do West Danville. Otoczyły go góry, zbite w gromadkę na mrozie; jakiś pojazd przemykający czasem z przeciwka był takim samym anonimowym pęcherzykiem ciepła, z ogrzewaniem na cały regulator, i zawierał istotę ludzką, której życie zapewniała technika, gdyż podobny mróz zabija nie osłonięte ciało w przeciągu paru minut. Za West Danville droga znów się zwęziła, przez wielkie zaspy śniegu z obu stron. Zostawiając w tyle zamkniętą w ciepłych domach społeczność Danville, Quinn włączył napęd na cztery koła i przemierzył ostatni odcinek do St Johnsbury. Małe miasteczko nad rzeką Passumpsic stanowiło oazę wśród mroźnych gór, pełne sklepów, barów, świateł i ciepła. Quinn znalazł agenta handlu nieruchomościami przy Main Street i przedstawił mu swoje życzenie. O tej porze roku nie było wielkiego ruchu w interesie i człowiek przyjął prośbę Quinna ze zdziwieniem. .

- Uwaga!. - Quinn, muszę z tobą porozmawiać. Właśnie rozmawiamy, Zack.. Wprowadzenie Jozuego (22-23).. . Zauważył, że teren obniża się gwałtownie. Tędy zjedzie zakosem! Odepchnął się ki... [read more]

od fary wyspowiadał Maćka i zatrzymał ich gościnnie na nocleg, tak że wyjechali dopiero nazajutrz rano. Za Olkuszem skręcili ku Śląskowi, którego granicą mieli wciąż jechać aż do Wielkopolski. Droga szła po większej części puszczą, w której pod zachód słońca odzywały się często, podobne do podziemnych grzmotów, ryki turów i żubrów, nocami zaś pobłyskiwały spośród leszczynowej gęstwy oczy wilcze. Większe jednak niebezpieczeństwo niż od zwierza groziło na tej drodze wędrownikom i kupcom od niemieckich lub zniemczałych rycerzy ze Śląska, których zameczki wznosiły się tu i ówdzie nad granicą. Wprawdzie wskutek wojny z Opolczykiem Naderspanem, któremu pomagali przeciw królowi Władysławowi synowcowie śląscy, większą część tych zameczków pokruszyły ręce polskie, zawsze jednak trzeba się było mieć na baczności i zwłaszcza po zachodzie słońca nie popuszczać broni z ręki. .

- Prawie wam się udało - zauważył Seymour tydzień później, przy barze w Brook's CIub, w rozmowie ze swym kolegą z MIS. O godzinie dziesiątej, kiedy przebrzmiały ostatnie donośne dzwony Big ... [read more]

minających eksplozje. Norman się wystraszył. .

- Jak to, żadnej?. - No cóż - burknął, straciwszy pewność siebie.. - Nie potrzebujemy tych zasranych kartek - syknął Pilgrim świdrując Kodę oczyma.. - Poszedł? - zdziwiła się syrenka wy... [read more]

1 2 3 4 5 6